-Dlaczego nie pozwalasz zajmować mi się małą? Mogę Ci pomóc.. - z lekkim foszkiem zapytała babcia.
- Bo chcesz ja wychowywać po swojemu a nie po mojemu
Odpowiedź jest prosta. Zasady są po to żeby ich przestrzegać. Bawimy
się w porze aktywności a nie porze spania. Nie mówimy do niej podczas
wieczornego karmienia żeby się wyciszyła. Nie bierzemy na rączki przy
każdym kwęknięciu bo ona potrafi sama zasypiać w łóżeczku lub wózku. Po
kąpieli jest czas karmienia a nie zabawy. Dopóki
moje zasady nie będą respektowane to nie oddam dziecka w czyjeś ręce.
Tak, moje dziecko jest wychowywane z zegarkiem w ręku. i jakoś nie
widzę, żeby była z tego powodu nieszczęśliwa. Ba, wręcz przeciwnie. Wie
kiedy jest pora spania, o odpowiednich porach sama budzi się na
jedzenie, wie że po kąpieli jest pora na sen. I jeszcze jedno. Ja też
jestem szczęśliwsza. Wiem kiedy będę miała czas na zrobienie obiadu,
zakupów, kąpiel, romantyczną kolację z mężem czy kawę z przyjaciółką.
Zasady są dobre.
środa, 20 lipca 2016
poniedziałek, 18 lipca 2016
Goście, goście...
Goście, goście do domu... Zaczęło się. Rodzina, przyjaciele... Wszyscy
chcą przyjść i zobaczyć tego małego człowieczka jakby ósmym cudem świata
był. No dobra, jest! Prezenty odbiera przeróżne. Od upragnionych
pieluch jednorazowych i tetrowych (praktyczne prezenty są najlepsze!),
poprzez grająco-mrugające "rodzicowkurzacze" (zastanawiam się, czym im
podpadłam) po bizuterię douszną (a skąd założenie, że będziemy chcieli
jej uszy dziurawić?). Ale fakt faktem pieniom zachwytu od kilku
dni nie ma końca. I licytacja do kogo podobna trwa w najlepsze. Nosek
po mamusi, usteczka po tatusiu, włoski po babci Gieni, paluszki to po
cioci Kazi a mała plamka na lewym podudziu to na pewno po wujku
Staszku... I seria dobrych rad też się zaczęła. Niestety. A w tym to
przodują babcie. Czapeczkę załóż bo ciepło przez głowę ucieka
(nieśmiertelny argument w każdej rozmowie), nie noś w chuście bo
przyzwyczaisz żeby na rączkach ciągle było (hę? przecież ręce to ja mam
dzięki temu wolne...), pohuśtaj to się uspokoi (taaa, a potem babcia
będzie u nas przez 3 lata mieszkała, żeby robić huziu huziu na każde
zawołanie, dobra?), jak karmisz to naciskaj pierś żeby dziecku się nosek
nie opierał bo się udusi (serio?). No i jeszcze moje ulubione:
ABSOLUTNIE tego nie jedz bo dziecko będzie miało kolki, zatwardzenie,
rozwolnienie, wzdęcia, rozdwojenie jaźni* (*niepotrzebne skreślić!).
Fala krytyki spadła na matkę od jej rodzicielki także za to, że dziecko w
osobnym pokoju od pierwszej nocy śpi. Bo przecież tak nie można bo...
tu argumentu logicznego zabrakło. Nie można bo nie. I już.
I jeszcze się wszyscy na wyrodną matkę asertywną morderczym wzrokiem patrzyli kiedy stanowczym tonem zakomunikowała, że teraz to dobrze jakby sobie goście już poszli bo dziecię będzie karmione, kąpane i pójdzie spać. A matka plan ma podobny. Tylko z półtoragodzinnym opóźnieniem. No foch pierwsza klasa został zaliczony! Uff, dobrze, że następny weekend dopiero za 5 dni :)
I jeszcze się wszyscy na wyrodną matkę asertywną morderczym wzrokiem patrzyli kiedy stanowczym tonem zakomunikowała, że teraz to dobrze jakby sobie goście już poszli bo dziecię będzie karmione, kąpane i pójdzie spać. A matka plan ma podobny. Tylko z półtoragodzinnym opóźnieniem. No foch pierwsza klasa został zaliczony! Uff, dobrze, że następny weekend dopiero za 5 dni :)
środa, 13 lipca 2016
Matka niewidzialna?
Tez tak macie, ze odkąd pojawiło sie dziecko to Wy
zniknęliście? Ojojoj... Malunia księżniczka psysła... (znaczy
przytargana na matczynych rękach została!) A ti ti ti... Cio tam
laluniu? Jaka ty sliczniusia jesteś... Kupeczkę zrobiłam? Jak
sliczniusio... Zaraz mamunia przebierze ci ubranko... Taaaak... No
widzisz... Nie ma co krzyczeć... Jus masz piekniusie i suchusie
ubranko...
Mam wrażenie, że jestem dodatkiem do własnego dziecka. Od poczatku tłukę dziadkom do głowy, że maja do niej mówić normalnie. A oni ciągle takie słodkie pierdu-pierdu. Najgorsze jest to, że tak sie wkręcili, że nawet jak malej nie ma w pobliżu to do mnie też takim samym infantylnym językiem mówią. Kiciunia, malunia, sratunia!
Uprasza się o stosowanie poprawnej polszczyzny w stosunku do matki i dziecka.
Mam wrażenie, że jestem dodatkiem do własnego dziecka. Od poczatku tłukę dziadkom do głowy, że maja do niej mówić normalnie. A oni ciągle takie słodkie pierdu-pierdu. Najgorsze jest to, że tak sie wkręcili, że nawet jak malej nie ma w pobliżu to do mnie też takim samym infantylnym językiem mówią. Kiciunia, malunia, sratunia!
Uprasza się o stosowanie poprawnej polszczyzny w stosunku do matki i dziecka.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Zmęczona matka
Nie mam dziś siły... Nie jestem matką idealną. Zamiast iść z dzieciem na
spacer wystawiłam ja w wózku do ogródka, a sama zaległam obok na leżaku
i próbuje zasnąć... I nie ważne, ze pranie nie wywieszone, kurze nie
pościerane a podłoga w kuchni prosi się o umycie. Nie mam dziś siły...
Limit czasu spania po 3 godziny w jednym ciągu został wyczerpany. Ach,
gdyby tak dało się naładować bateryjki od energii słonecznej... Nie mam
dziś siły... Podczas nocnego karmienia zasypiałam z dzieciem
na ręku i pytaniem "po co to wszystko?" w glowie... Nie jestem Matka
Polka Męczennicą. Obsrane pieluszki zmieniane w środku nocy nie są
doznaniem orgazmicznym. Wolałabym przytulić sie do męża. Snucie sie
półprzytomnie po domu nie daje mi poczucia satysfakcji. Wkurza. Bo
często jednocześnie przywalę w coś nogą albo zrzucę z półki w łazience i
posprzątać dodatkowo trzeba... I nie nie mam depresji czy tez tzw. Baby
blues. Nie. Jestem normalnie zmęczona. Mam do tego prawo. To że"siedzę w
domu z dzieckiem" wcale nie znaczy, ze siedzę. Nie dziw sie człowieku,
że nie zawsze ćwierkam z radości jak skowronek. Czasem najzwyczajniej w
świecie padam na cycki i mam wszystkiego dość. To nie wyklucza kochania
tego małego szkodniczka. Kocham mimo wszystko. Codzienne życie to nie
tylko radość. To czasem walka, żeby w nocy zwlec się z lóżka i wystawić
pierś. To walka, ktora pokazuje jak silna jest milosc matki. Wstaje. Nie
mam dzis siły... Ale wstaje...
sobota, 9 lipca 2016
Ochłodzenie przyszło
Ustalmy jedno: jestem matką i najlepiej wiem jak wychowywać i ubierać
swoje dziecko. Drodzy rodzice, teściowe, sąsiedzi i życzliwe babcie w
autobusie - skoro sami nie nosicie czapeczek przy temperaturze 21 stopni
to nie zmuszajcie mnie do zakładania jej mojemu dziecku. Gwarantuje
Wam, że nie zamarznie, nie zawieje go, nie przedmucha mu uszek i nie
wywieje mózgu...
Mieliście swoją szansę przy własnych dzieciach.I to, że sąsiadka założyła swojemu synowi polarowy kombinezon i czapkę bo temperatura spadła dziś z 35 do 21 stopni nie jest dla mnie żadnym argumentem!
Mieliście swoją szansę przy własnych dzieciach.I to, że sąsiadka założyła swojemu synowi polarowy kombinezon i czapkę bo temperatura spadła dziś z 35 do 21 stopni nie jest dla mnie żadnym argumentem!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


