Trzeba znaleźć sposób, żeby przetrwać i nie zwariować. O siwienie się nie martwię bo włosy farbuje od piętnastego roku życia, więc i tak widać nie będzie :)
Wiecie, ostatnio kompletnie nie ogarniam tego co się dzieje. Praktycznie codziennie jakaś wizyta lekarska lub rehabilitacyjna. Czuję się bardziej zalatana niż w czasach studiów kiedy pracowałam, imprezowałam, działałam w wolontariacie, organizowałam koncerty i nawet zdarzało mi się pokazać na uczelni :) Wtedy jednak miałam swoją ulubiona wielką torebkę i mieściło się tam wszystko. Dosłownie. Czasem obok szminki był śrubokręt i kombinerki :)
Odkąd zostałam mamą swoja wielką ulubioną torebkę wrzuciłam do szafy i wyciągam bardzo rzadko. Zamieniłam ją na inną wielką torebkę. Torbę od wózka. I tam też jest wszystko. Zwłaszcza kiedy zimą idziemy do przychodni gdzie nie ma wygodnego miejsca żeby się rozebrać i ubrać. Wtedy oprócz standardowej zawartości lądują tam jeszcze czapki, szaliki, rękawiczki, kombinezon Bezlukrątka, oraz zawartość kieszeni mojej kurtki czyli w najbardziej okrojonej wersji: portfel, telefon i klucze od domu. Plus musi się tam jeszcze zmieścić książeczka zdrowia Młodej. Kompletny chaos. A najgorzej kiedy wszystkie niezbędne rzeczy trzeba nagle przepakować do innej torby bo idziemy na basen! Już nie wspomnę o tych nielicznych chwilach kiedy matka chce się poczuć jak kobieta i wyjmuje swoją wielką torbę z szafy i próbuje upchnąć tam wszystko co potrzebne jej i dziecku. Czasem wydaje mi się, że w takich przypadkach najlepsza byłaby walizka na kółkach. Tylko jak wtedy pchać wózek?
Odkąd zostałam mamą swoja wielką ulubioną torebkę wrzuciłam do szafy i wyciągam bardzo rzadko. Zamieniłam ją na inną wielką torebkę. Torbę od wózka. I tam też jest wszystko. Zwłaszcza kiedy zimą idziemy do przychodni gdzie nie ma wygodnego miejsca żeby się rozebrać i ubrać. Wtedy oprócz standardowej zawartości lądują tam jeszcze czapki, szaliki, rękawiczki, kombinezon Bezlukrątka, oraz zawartość kieszeni mojej kurtki czyli w najbardziej okrojonej wersji: portfel, telefon i klucze od domu. Plus musi się tam jeszcze zmieścić książeczka zdrowia Młodej. Kompletny chaos. A najgorzej kiedy wszystkie niezbędne rzeczy trzeba nagle przepakować do innej torby bo idziemy na basen! Już nie wspomnę o tych nielicznych chwilach kiedy matka chce się poczuć jak kobieta i wyjmuje swoją wielką torbę z szafy i próbuje upchnąć tam wszystko co potrzebne jej i dziecku. Czasem wydaje mi się, że w takich przypadkach najlepsza byłaby walizka na kółkach. Tylko jak wtedy pchać wózek?


